sobota, 18 wrześniaWiadomości które się liczą
Shadow

Zagospodarowanie prawego brzegu Wisłoka „na tapecie”, czyli… miasto, mieszkańcy i inwestorzy w poszukiwaniu kompromisu

Zagospodarowanie prawego brzegu Wisłoka „na tapecie”, czyli… miasto, mieszkańcy i inwestorzy w poszukiwaniu kompromisu

5 sierpnia 2021

Zabudowa nad Wisłokiem od strony rzeszowskiej ulicy Podwisłocze, to temat, który powraca jak bumerang, kiedy na niezagospodarowanych przez wiele lat terenach w końcu „coś się zaczyna dziać”. Nierzadko pojawiają się też wtedy głosy sprzeciwu, niekiedy dość absurdalne. Zgłaszają je właściciele niewielkich ogródków działkowych, bądź też mieszkańcy okolicznych bloków. Czy słusznie? Urbaniści i architekci mają tutaj spore wątpliwości.

Prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek już w trakcie swojej kampanii wyborczej obiecywał plan zagospodarowania oraz większy nadzór ze strony miasta nad poczynaniami inwestorów. Wszystko po to, aby uniknąć osnutej złą sławą „betonozy” w najważniejszych lokalizacjach, znajdujących się w okolicach centrum miasta.

– Zabieramy się za poważną debatę publiczną, jak zagospodarować jeden z najistotniejszych elementów krajobrazu naszego miasta, czyli prawego brzegu Wisłoka – mówił prezydent Rzeszowa na zorganizowanym we wtorek, 3 sierpnia, spotkaniu przedstawicieli władz miasta, inwestorów, architektów, urbanistów oraz mieszkańców.

Co jest w planie na brzegu Wisłoka?

Na kilkunastu hektarach niezagospodarowanego obecnie terenu, około sześć ma być objętych zabudową, realizowaną przez kilku różnych inwestorów, którzy zakupili w tym miejscu działki. Budowana ma być infrastruktura mieszkaniowa, handlowo-usługowa, a także podziemne parkingi. Ale to nie wszystko. – Chcemy na około 100 metrów odsunąć się z zabudowaniami od brzegu Wisłoka, aby zyskać co najmniej kilka hektarów powierzchni na zagospodarowanie zielenią na prawym brzegu rzeki – podkreśla przedstawiciel jednego z inwestorów.

Tereny znajdujące się na prawym brzegu Wisłoka nijak nie przypominają okolic centrum dużego miasta.

– Chodzi o to, aby zapewnić mieszkańcom maksymalny komfort w dostępie do terenów zielonych nad wodą, ścieżek rowerowych oraz innej infrastruktury rekreacyjnej, jaka jest tam planowana – dodaje, deklarując jednocześnie wolę ścisłej współpracy z miastem oraz zainteresowanymi stronami. – W naszym projekcie chcemy też uwzględnić potrzeby przyszłych mieszkańców tego terenu, którzy będą poszukiwali dla siebie i swoich rodzin ciekawej alternatywy mieszkaniowej, gwarantującej wysoką jakość życia, z bezpośrednim dostępem do zieleni oraz kilkunastu hektarów przestrzeni rekreacyjnej znajdującej się na Bulwarach – zapewnia przedstawiciel inwestora.

– Zależy nam, aby te reprezentacyjne tereny naszego miasta były zagospodarowane w sposób wzorcowy, aby rzeszowianie byli dumni z tego miejsca na mapie miasta. Dlatego też proponowane przez nas rozwiązania dotyczące projektów zabudowy mieszkaniowej i komercyjnej są oparte na najnowocześniejszych trendach oraz technologiach, nie tylko spełniających najwyższe normy jakościowe i estetyczne, ale też przyjaznych środowisku – zaznacza inwestor.

To nie skansen. To rozsypująca się drewniana chata w centrum nowoczesnego miasta.

Central Park? Poza kontrolą miasta

A więc w czym tkwi problem? Z szeregu uwag i postulatów przedstawionych na wtorkowym spotkaniu wynika, iż poszczególne strony: miasto, inwestorzy, okoliczni mieszkańcy oraz właściciele niewielkich działek mają zróżnicowane wizje co do ostatecznego kształtu zagospodarowania brzegu Wisłoka. A pamiętajmy, że mowa jest o sporym terenie, około 15 hektarach, leżących pomiędzy rzeszowską zaporą a Mostem Zamkowym.

W niedawnej kampanii wyborczej ze strony kontrkandydatów obecnego prezydenta Rzeszowa padały propozycje, aby wskazane tereny zagospodarowane zostały przez miasto celem stworzenia „rzeszowskiego Central Parku” na wzór Nowego Jorku. Pomysł podchwycony został przez Radę Osiedla Nowe Miasto. – W Londynie, Paryżu, czy Rotterdamie tworzone są właśnie takie strefy – przekonywał na spotkaniu przedstawiciel Nowego Miasta. Powoływał się na plany z początku lat 90. ub. stulecia, wedle których zjazd z Mostu Zamkowego (nieistniejącego ówcześnie) od strony Zamku miał prowadzić do terenów z boiskami i zielenią. Czy słusznie?

– Tak duży teren zielony w relatywnie niewielkiej aglomeracji, jaką stanowi współczesny Rzeszów, to według mnie zagrożenie, a nie atut dla miasta – ripostował jeden z obecnych na spotkaniu rzeszowskich architektów. – Miasto nie utrzymałoby kontroli nad tak dużym obszarem, na którym z pewnością odbywałyby się „dzikie imprezy”, z jakimi mamy aktualnie do czynienia po przeciwnej stronie rzeki – wskazywał.

Kolejni projektanci wypowiadali się w podobnym tonie: – Zagospodarowanie tak dużego terenu tylko i wyłącznie jako teren zielony jest absurdem i trzeba to jasno powiedzieć. Rozumiem, że młodzież też potrzebuje przestrzeni na plenerowe spotkania, ale tak duży teren to zdecydowanie przesada – podkreślał urbanista.

W kuluarach można było też usłyszeć, że gdyby miasto faktycznie zdecydowało się na objęcie terenu prawego brzegu rzeki jedynie tzw. urządzoną zielenią, musiałoby zainwestować około 200 milionów złotych na wykup działek, odszkodowania, a także odpowiednie przygotowanie wielkiej połaci terenu pod parki i zieleńce. – Miasta nie byłoby stać na takie wyzwanie, bo to po prostu bez sensu – mówili uczestnicy spotkania.

Zagospodarowanie prawego brzegu Wisłoka „na tapecie”, czyli… miasto, mieszkańcy i inwestorzy w poszukiwaniu kompromisu

5 sierpnia 2021

Zabudowa nad Wisłokiem od strony rzeszowskiej ulicy Podwisłocze, to temat, który powraca jak bumerang, kiedy na niezagospodarowanych przez wiele lat terenach w końcu „coś się zaczyna dziać”. Nierzadko pojawiają się też wtedy głosy sprzeciwu, niekiedy dość absurdalne. Zgłaszają je właściciele niewielkich ogródków działkowych, bądź też mieszkańcy okolicznych bloków. Czy słusznie? Urbaniści i architekci mają tutaj spore wątpliwości.

Prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek już w trakcie swojej kampanii wyborczej obiecywał plan zagospodarowania oraz większy nadzór ze strony miasta nad poczynaniami inwestorów. Wszystko po to, aby uniknąć osnutej złą sławą „betonozy” w najważniejszych lokalizacjach, znajdujących się w okolicach centrum miasta.

– Zabieramy się za poważną debatę publiczną, jak zagospodarować jeden z najistotniejszych elementów krajobrazu naszego miasta, czyli prawego brzegu Wisłoka – mówił prezydent Rzeszowa na zorganizowanym we wtorek, 3 sierpnia, spotkaniu przedstawicieli władz miasta, inwestorów, architektów, urbanistów oraz mieszkańców.

Co jest w planie na brzegu Wisłoka?

Na kilkunastu hektarach niezagospodarowanego obecnie terenu, około sześć ma być objętych zabudową, realizowaną przez kilku różnych inwestorów, którzy zakupili w tym miejscu działki. Budowana ma być infrastruktura mieszkaniowa, handlowo-usługowa, a także podziemne parkingi. Ale to nie wszystko. – Chcemy na około 100 metrów odsunąć się z zabudowaniami od brzegu Wisłoka, aby zyskać co najmniej kilka hektarów powierzchni na zagospodarowanie zielenią na prawym brzegu rzeki – podkreśla przedstawiciel jednego z inwestorów.

Tereny znajdujące się na prawym brzegu Wisłoka nijak nie przypominają okolic centrum dużego miasta.

– Chodzi o to, aby zapewnić mieszkańcom maksymalny komfort w dostępie do terenów zielonych nad wodą, ścieżek rowerowych oraz innej infrastruktury rekreacyjnej, jaka jest tam planowana – dodaje, deklarując jednocześnie wolę ścisłej współpracy z miastem oraz zainteresowanymi stronami. – W naszym projekcie chcemy też uwzględnić potrzeby przyszłych mieszkańców tego terenu, którzy będą poszukiwali dla siebie i swoich rodzin ciekawej alternatywy mieszkaniowej, gwarantującej wysoką jakość życia, z bezpośrednim dostępem do zieleni oraz kilkunastu hektarów przestrzeni rekreacyjnej znajdującej się na Bulwarach – zapewnia przedstawiciel inwestora.

– Zależy nam, aby te reprezentacyjne tereny naszego miasta były zagospodarowane w sposób wzorcowy, aby rzeszowianie byli dumni z tego miejsca na mapie miasta. Dlatego też proponowane przez nas rozwiązania dotyczące projektów zabudowy mieszkaniowej i komercyjnej są oparte na najnowocześniejszych trendach oraz technologiach, nie tylko spełniających najwyższe normy jakościowe i estetyczne, ale też przyjaznych środowisku – zaznacza inwestor.

To nie skansen. To rozsypująca się drewniana chata w centrum nowoczesnego miasta.

Central Park? Poza kontrolą miasta

A więc w czym tkwi problem? Z szeregu uwag i postulatów przedstawionych na wtorkowym spotkaniu wynika, iż poszczególne strony: miasto, inwestorzy, okoliczni mieszkańcy oraz właściciele niewielkich działek mają zróżnicowane wizje co do ostatecznego kształtu zagospodarowania brzegu Wisłoka. A pamiętajmy, że mowa jest o sporym terenie, około 15 hektarach, leżących pomiędzy rzeszowską zaporą a Mostem Zamkowym.

W niedawnej kampanii wyborczej ze strony kontrkandydatów obecnego prezydenta Rzeszowa padały propozycje, aby wskazane tereny zagospodarowane zostały przez miasto celem stworzenia „rzeszowskiego Central Parku” na wzór Nowego Jorku. Pomysł podchwycony został przez Radę Osiedla Nowe Miasto. – W Londynie, Paryżu, czy Rotterdamie tworzone są właśnie takie strefy – przekonywał na spotkaniu przedstawiciel Nowego Miasta. Powoływał się na plany z początku lat 90. ub. stulecia, wedle których zjazd z Mostu Zamkowego (nieistniejącego ówcześnie) od strony Zamku miał prowadzić do terenów z boiskami i zielenią. Czy słusznie?

– Tak duży teren zielony w relatywnie niewielkiej aglomeracji, jaką stanowi współczesny Rzeszów, to według mnie zagrożenie, a nie atut dla miasta – ripostował jeden z obecnych na spotkaniu rzeszowskich architektów. – Miasto nie utrzymałoby kontroli nad tak dużym obszarem, na którym z pewnością odbywałyby się „dzikie imprezy”, z jakimi mamy aktualnie do czynienia po przeciwnej stronie rzeki – wskazywał.

Kolejni projektanci wypowiadali się w podobnym tonie: – Zagospodarowanie tak dużego terenu tylko i wyłącznie jako teren zielony jest absurdem i trzeba to jasno powiedzieć. Rozumiem, że młodzież też potrzebuje przestrzeni na plenerowe spotkania, ale tak duży teren to zdecydowanie przesada – podkreślał urbanista.

W kuluarach można było też usłyszeć, że gdyby miasto faktycznie zdecydowało się na objęcie terenu prawego brzegu rzeki jedynie tzw. urządzoną zielenią, musiałoby zainwestować około 200 milionów złotych na wykup działek, odszkodowania, a także odpowiednie przygotowanie wielkiej połaci terenu pod parki i zieleńce. – Miasta nie byłoby stać na takie wyzwanie, bo to po prostu bez sensu – mówili uczestnicy spotkania.

Miasto i inwestorzy zgadzają się, że na tereny przy prawym brzegu Wisłoka należy zagospodarować łącząc tereny zielone z zabudową mieszkaniową i komercyjną.
Miasto i inwestorzy zgadzają się, że na tereny przy prawym brzegu Wisłoka należy zagospodarować łącząc tereny zielone z zabudową mieszkaniową i komercyjną.

Szansa na symbol Rzeszowa?

Co w takim razie będzie z tym wielkim, niezabudowanym obszarem miasta, do którego przymiarki władze Rzeszowa zaczęły czynić jeszcze w zamierzchłych latach ’70 minionego stulecia? Przedstawiciele władz miasta określili swoje oczekiwania akcentując potrzebę inwestycji w ciągi rowerowe, połączenie istniejących ścieżek pieszo-rowerowych znajdujących się na drugim brzegu Wisłoka (od strony Bulwarów) z planowanymi po stronie przeciwnej. – Chcemy wybudować dwie estakady pieszo-rowerowe, łączące dwa brzegi rzeki, aby ruch pieszy oraz rowerowy był w tym miejscu płynny i komfortowy – zapowiedział przedstawiciel Biura Rozwoju Miasta Rzeszowa.

Reprezentanci Ratusza wskazali również, że na omawianych terenach między 2008 a 2021 rokiem miasto wydało już warunki zabudowy (tzw. wuzetki) dla w sumie ośmiu inwestycji w zabudowę mieszkalną, połączoną z zabudową usługową i handlową. W obecnej sytuacji miasto miałoby więc spory problem prawny, aby wycofać się z podjętych już decyzji, co podkreślali zarówno przedstawiciele samorządu miejskiego, jak i architekci.

- Chcemy na około 100 metrów odsunąć się z zabudowaniami od brzegu Wisłoka, aby zyskać co najmniej kilka hektarów powierzchni na zagospodarowanie zielenią na prawym brzegu rzeki - podkreśla przedstawiciel jednego z inwestorów.

– Podjęte już decyzje oraz podpisana dokumentacja to są dla miasta Rzeszowa rzeczy nie do cofnięcia i należy teraz znaleźć kompromis z inwestorami – oświadczył radny Robert Kultys, który z wykształcenia jest również architektem. – Plan na te tereny powinien być przyjazny dla mieszkańców miasta, a samo miasto ma za zadanie nadzorować poczynania inwestorów, jednocześnie mając też na uwadze ich interesy. Te tereny mogą w przyszłości stanowić symbol naszego miasta, co daje szansę na stworzenie w tym miejscu kompleksu urbanistycznego, z którego rzeszowianie mogliby być dumni – przekonywał radny Kultys.

– Myślę, że Rzeszów otrzymał dużą szansę na to, aby korzystnie i racjonalnie zagospodarować te tereny po to, aby poprawić jakość życia w mieście – podkreślił na spotkaniu Bogusław Ślusarczyk, mieszkaniec Rzeszowa. Dodał, że w większości dużych miast w Polsce tereny nad rzeką są efektywnie zagospodarowywane i stanowią swoistą wizytówkę danej aglomeracji. – Spójrzmy na Warszawę, Kraków czy Wrocław. Tam samorządy doskonale sobie zdają sprawę z tego, że miasta nie stać na to, aby takie tereny leżały odłogiem – mówił pan Bogusław. Według niego należy poszukiwać kompromisu pomiędzy potrzebami miasta, mieszkańców oraz inwestorów.

- Myślę, że Rzeszów otrzymał dużą szansę na to, aby korzystnie i racjonalnie zagospodarować te tereny po to, aby poprawić jakość życia w mieście - podkreślił jeden z mieszkańców Rzeszowa. Jego zdaniem w większości dużych miast tereny nad rzeką są efektywnie zagospodarowywane i stanowią swoistą wizytówkę danej aglomeracji.

Miejska zieleń: nie ilość, tylko jakość

Jak akcentował jeden z rzeszowskich architektów, miasto wraz z pozostałymi interesariuszami powinno kierować się w stronę znalezienia porozumienia, które będzie akceptowalne przez wszystkie zainteresowane strony. – Takiego rozwiązania należy szukać krok po kroku, aby wypracowany kompromis nie był „zgniły” i nie faworyzował tylko określonej grupy – zaznaczył przedstawiciel projektantów.

– Czerpanie z doświadczeń z innych krajów jest dobrym pomysłem, tylko należy w tym zwrócić uwagę na konkretne okoliczności, np. wielkość danego ośrodka miejskiego – przekonywał kolejny przedstawiciel branży urbanistycznej. – We współczesnych projektach architektonicznych niekoniecznie liczy się wielkość, ale jakość terenów zielonych oraz towarzyszącej im infrastruktury – podkreślał architekt.

– Cieszę się, że na naszym spotkaniu pada tak wiele różnorodnych głosów, bo odbieram to jako przejaw naszej wspólnej troski o miasto – zaznaczył prezydent Konrad Fijołek. Podkreślił również, że miasto będzie dotrzymywać słowa w umowach z inwestorami i mieszkańcami. – Jest to jeden z priorytetów mojej prezydentury, co może stanowić dla niektórych pewną różnicę, kiedy popatrzy się przez pryzmat ostatnich lat poczynań władz wykonawczych w mieście – powiedział prezydent Rzeszowa.

Pogodzenie funkcji mieszkalnych i zieleni

Zarówno przedstawiciele władz miasta, jak też pozostali obecni na spotkaniu w większości przyznali, że miasto nie miało możliwości nie wydania wuzetek inwestorom, którzy wcześniej nabyli tereny nad Wisłokiem.

– Nie istniały prawne przesłanki, aby podjąć tego rodzaju decyzje – wskazała jedna z uczestniczek zebrania. Podkreśliła również, że w tym konkretnym przypadku należy uwzględnić głosy nie tylko mieszkańców Nowego Miasta, bowiem pozostali rzeszowianie także powinni mieć możliwość współdecydowania o jakości miejskiej przestrzeni nad Wisłokiem. – Potrzebujemy kompromisu, poczucia wspólnoty, aby w ostatecznym kształcie zagospodarowania tych terenów uwzględnić zarówno potrzebę opanowania sytuacji po przeciwnej stronie Bulwarów, jak i wyjścia naprzeciw inwestorom, którzy rozwijają budownictwo mieszkaniowe – dodała.

– Fajnie się mówi o tym, że chce się dostępu do wielkich terenów zielonych, ale trzeba stanąć przed twardymi realiami – zaznaczył Robert Kultys. Według niego te konsultacje to właściwe narzędzie, aby znaleźć wspólne stanowisko, które uwzględni interesy zainteresowanych gremiów.

W naszym projekcie chcemy uwzględnić potrzeby przyszłych mieszkańców, którzy będą poszukiwali dla siebie i swoich rodzin ciekawej alternatywy mieszkaniowej, gwarantującej wysoką jakość życia, z bezpośrednim dostępem do zieleni oraz przestrzeni rekreacyjnej znajdującej się na Bulwarach - mówi przedstawiciel inwestora.

Szansa na symbol Rzeszowa?

Co w takim razie będzie z tym wielkim, niezabudowanym obszarem miasta, do którego przymiarki władze Rzeszowa zaczęły czynić jeszcze w zamierzchłych latach ’70 minionego stulecia? Przedstawiciele władz miasta określili swoje oczekiwania akcentując potrzebę inwestycji w ciągi rowerowe, połączenie istniejących ścieżek pieszo-rowerowych znajdujących się na drugim brzegu Wisłoka (od strony Bulwarów) z planowanymi po stronie przeciwnej. – Chcemy wybudować dwie estakady pieszo-rowerowe, łączące dwa brzegi rzeki, aby ruch pieszy oraz rowerowy był w tym miejscu płynny i komfortowy – zapowiedział przedstawiciel Biura Rozwoju Miasta Rzeszowa.

Reprezentanci Ratusza wskazali również, że na omawianych terenach między 2008 a 2021 rokiem miasto wydało już warunki zabudowy (tzw. wuzetki) dla w sumie ośmiu inwestycji w zabudowę mieszkalną, połączoną z zabudową usługową i handlową. W obecnej sytuacji miasto miałoby więc spory problem prawny, aby wycofać się z podjętych już decyzji, co podkreślali zarówno przedstawiciele samorządu miejskiego, jak i architekci.

- Chcemy na około 100 metrów odsunąć się z zabudowaniami od brzegu Wisłoka, aby zyskać co najmniej kilka hektarów powierzchni na zagospodarowanie zielenią na prawym brzegu rzeki - podkreśla przedstawiciel jednego z inwestorów.

– Podjęte już decyzje oraz podpisana dokumentacja to są dla miasta Rzeszowa rzeczy nie do cofnięcia i należy teraz znaleźć kompromis z inwestorami – oświadczył radny Robert Kultys, który z wykształcenia jest również architektem. – Plan na te tereny powinien być przyjazny dla mieszkańców miasta, a samo miasto ma za zadanie nadzorować poczynania inwestorów, jednocześnie mając też na uwadze ich interesy. Te tereny mogą w przyszłości stanowić symbol naszego miasta, co daje szansę na stworzenie w tym miejscu kompleksu urbanistycznego, z którego rzeszowianie mogliby być dumni – przekonywał radny Kultys.

– Myślę, że Rzeszów otrzymał dużą szansę na to, aby korzystnie i racjonalnie zagospodarować te tereny po to, aby poprawić jakość życia w mieście – podkreślił na spotkaniu Bogusław Ślusarczyk, mieszkaniec Rzeszowa. Dodał, że w większości dużych miast w Polsce tereny nad rzeką są efektywnie zagospodarowywane i stanowią swoistą wizytówkę danej aglomeracji. – Spójrzmy na Warszawę, Kraków czy Wrocław. Tam samorządy doskonale sobie zdają sprawę z tego, że miasta nie stać na to, aby takie tereny leżały odłogiem – mówił pan Bogusław. Według niego należy poszukiwać kompromisu pomiędzy potrzebami miasta, mieszkańców oraz inwestorów.

- Myślę, że Rzeszów otrzymał dużą szansę na to, aby korzystnie i racjonalnie zagospodarować te tereny po to, aby poprawić jakość życia w mieście - podkreślił jeden z mieszkańców Rzeszowa. Jego zdaniem w większości dużych miast tereny nad rzeką są efektywnie zagospodarowywane i stanowią swoistą wizytówkę danej aglomeracji.

Miejska zieleń: nie ilość, tylko jakość

Jak akcentował jeden z rzeszowskich architektów, miasto wraz z pozostałymi interesariuszami powinno kierować się w stronę znalezienia porozumienia, które będzie akceptowalne przez wszystkie zainteresowane strony. – Takiego rozwiązania należy szukać krok po kroku, aby wypracowany kompromis nie był „zgniły” i nie faworyzował tylko określonej grupy – zaznaczył przedstawiciel projektantów.

– Czerpanie z doświadczeń z innych krajów jest dobrym pomysłem, tylko należy w tym zwrócić uwagę na konkretne okoliczności, np. wielkość danego ośrodka miejskiego – przekonywał kolejny przedstawiciel branży urbanistycznej. – We współczesnych projektach architektonicznych niekoniecznie liczy się wielkość, ale jakość terenów zielonych oraz towarzyszącej im infrastruktury – podkreślał architekt.

– Cieszę się, że na naszym spotkaniu pada tak wiele różnorodnych głosów, bo odbieram to jako przejaw naszej wspólnej troski o miasto – zaznaczył prezydent Konrad Fijołek. Podkreślił również, że miasto będzie dotrzymywać słowa w umowach z inwestorami i mieszkańcami. – Jest to jeden z priorytetów mojej prezydentury, co może stanowić dla niektórych pewną różnicę, kiedy popatrzy się przez pryzmat ostatnich lat poczynań władz wykonawczych w mieście – powiedział prezydent Rzeszowa.

Pogodzenie funkcji mieszkalnych i zieleni

Zarówno przedstawiciele władz miasta, jak też pozostali obecni na spotkaniu w większości przyznali, że miasto nie miało możliwości nie wydania wuzetek inwestorom, którzy wcześniej nabyli tereny nad Wisłokiem.

– Nie istniały prawne przesłanki, aby podjąć tego rodzaju decyzje – wskazała jedna z uczestniczek zebrania. Podkreśliła również, że w tym konkretnym przypadku należy uwzględnić głosy nie tylko mieszkańców Nowego Miasta, bowiem pozostali rzeszowianie także powinni mieć możliwość współdecydowania o jakości miejskiej przestrzeni nad Wisłokiem. – Potrzebujemy kompromisu, poczucia wspólnoty, aby w ostatecznym kształcie zagospodarowania tych terenów uwzględnić zarówno potrzebę opanowania sytuacji po przeciwnej stronie Bulwarów, jak i wyjścia naprzeciw inwestorom, którzy rozwijają budownictwo mieszkaniowe – dodała.

– Fajnie się mówi o tym, że chce się dostępu do wielkich terenów zielonych, ale trzeba stanąć przed twardymi realiami – zaznaczył Robert Kultys. Według niego te konsultacje to właściwe narzędzie, aby znaleźć wspólne stanowisko, które uwzględni interesy zainteresowanych gremiów.

W naszym projekcie chcemy uwzględnić potrzeby przyszłych mieszkańców, którzy będą poszukiwali dla siebie i swoich rodzin ciekawej alternatywy mieszkaniowej, gwarantującej wysoką jakość życia, z bezpośrednim dostępem do zieleni oraz przestrzeni rekreacyjnej znajdującej się na Bulwarach - mówi przedstawiciel inwestora.

Prezydent: buspasy i ruch pieszo-rowerowy

Poruszone w jednej z części spotkania kwestie dotyczyły komunikacji oraz potencjalnych zagrożeń korkami w tym rejonie miasta. – Ulica Podwisłocze po tych inwestycjach będzie jeszcze bardziej zakorkowana – przestrzegał szef Rady Osiedla Nowe Miasto.

– Od razu powiem, że jeśli w przyszłości poszerzymy ulicę Podwisłocze to po to, aby był tam buspas – ripostował prezydent Fijołek. Podkreślił, że miasto skończy z biernym przyglądaniem się kierowcom bezkarnie jeżdżącym buspasami. – Miejska policja otrzyma od miasta propozycję nie do odrzucenia – uśmiechał się Konrad Fijołek.

- Zależy nam, aby rzeszowianie byli dumni z tego miejsca na mapie miasta. Dlatego też proponowane przez nas rozwiązania są oparte na najnowocześniejszych trendach oraz technologiach, spełniających najwyższe normy jakościowe i estetyczne, ale też przyjaznych środowisku - podkreśla inwestor.

– Połączenie funkcji mieszkaniowych i rekreacyjnych w oparciu o rozwój szlaków pieszo-rowerowych będzie stopniowo odciążać ulice od ruchu samochodowego – przekonywali rzeszowscy architekci. – Podwisłocze nie będzie tu wyjątkiem, bo jeśli będzie system ścieżek dla rowerów, mieszkańcy będą chętniej z nich korzystać.

– Jestem zbudowany, że możemy merytorycznie dyskutować mając niekiedy różne propozycje na zagospodarowanie terenu nad naszą rzeką – podkreślił na koniec spotkania prezydent Rzeszowa. – Dzięki takim konsultacjom znacznie lepiej się rozumiemy i do tego chcę dążyć.

Michał Kucharski

Prezydent: buspasy i ruch pieszo-rowerowy

Poruszone w jednej z części spotkania kwestie dotyczyły komunikacji oraz potencjalnych zagrożeń korkami w tym rejonie miasta. – Ulica Podwisłocze po tych inwestycjach będzie jeszcze bardziej zakorkowana – przestrzegał szef Rady Osiedla Nowe Miasto.

– Od razu powiem, że jeśli w przyszłości poszerzymy ulicę Podwisłocze to po to, aby był tam buspas – ripostował prezydent Fijołek. Podkreślił, że miasto skończy z biernym przyglądaniem się kierowcom bezkarnie jeżdżącym buspasami. – Miejska policja otrzyma od miasta propozycję nie do odrzucenia – uśmiechał się Konrad Fijołek.

- Zależy nam, aby rzeszowianie byli dumni z tego miejsca na mapie miasta. Dlatego też proponowane przez nas rozwiązania są oparte na najnowocześniejszych trendach oraz technologiach, spełniających najwyższe normy jakościowe i estetyczne, ale też przyjaznych środowisku - podkreśla inwestor.

– Połączenie funkcji mieszkaniowych i rekreacyjnych w oparciu o rozwój szlaków pieszo-rowerowych będzie stopniowo odciążać ulice od ruchu samochodowego – przekonywali rzeszowscy architekci. – Podwisłocze nie będzie tu wyjątkiem, bo jeśli będzie system ścieżek dla rowerów, mieszkańcy będą chętniej z nich korzystać.

– Jestem zbudowany, że możemy merytorycznie dyskutować mając niekiedy różne propozycje na zagospodarowanie terenu nad naszą rzeką – podkreślił na koniec spotkania prezydent Rzeszowa. – Dzięki takim konsultacjom znacznie lepiej się rozumiemy i do tego chcę dążyć.

Michał Kucharski

Subskrybuj Wątek
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Monika
Monika
1 miesiąc temu

No to może w końcu będzie dobrze.

Facebook