sobota, 18 wrześniaWiadomości które się liczą
Shadow

„W Tokio kręciło mi się w głowie” – wywiad z Anną Wielgosz

– W Japonii nie pokazałam tego, co potrafię – mówi ANNA WIELGOSZ, biegaczka Resovii na 800 metrów, uczestniczka Igrzysk Olimpijskich w Tokio

Trochę czasu od Japonii minęło. Jak pani patrzy teraz na ten eliminacyjny bieg?
– Spokojniej niż tuż za metą, czy krótko po biegu.

Po biegu było pewnie duże rozczarowanie.
– Cóż, nie było się z czego cieszyć. Chciałam koniecznie awansować do półfinału, ale skończyło się szóstym miejscem. Awans dawały trzy pierwsze pozycje.

Mogłoby dać i czwarte miejsce, gdyby czas był bardzo dobry.
– Z tym też byłby problem, bo bieg był wolny, nie na tempo. Starałam się coś z tym zrobić, prowadziłam na pierwszym okrążeniu, ale kiedy do mety było coraz bliżej, inne dziewczyny okazały się lepsze.

Trudno się w sumie dziwić. Losowanie było średnie, bo w tym biegu aż sześć biegaczek miało od pani lepsze rekordy życiowe.
– Niby tak, ale prawda jest i taka, że chyba nie byłam najlepiej zmotywowana, na finiszu trochę mnie usztywniło. Nie pokazałam tego, co potrafię. Tak to już jest, że trudniej się bronić niż atakować. Z drugiej strony trzeba rzeczywiście przyznać, że stawka była bardzo mocna. W końcu dwie zawodniczki z tego biegu stanęły potem na podium. Nie przegrałam z byle kim i wydaje mi się, że nie był to najgorszy bieg w moim życiu.

Może byłoby lepiej, gdyby się pani przyczaiła w środku stawki.
– Taktyka nie zależała do końca ode mnie. Poza tym bieganie w tłoku to zawsze ryzyko. Można zostać popchniętym, wypchniętym na zewnątrz, albo zamkniętym w tłumie rywalek.

Temperatura, wilgotność powietrza dały się pani we znaki?
– Niestety, ale wygląda, że tak. Zwykły spacer powodował, że byłam cała spocona. Już na rozgrzewce nie najlepiej się czułam. Nie chcę się tłumaczyć, ale kręciło mi się w głowie. Zastanawiałam się, czy z powodu pogody, czy może był to skutek stresu.

Za krótka aklimatyzacja?
– Niekoniecznie, ale było tak, że przebiegała ona na innej wysokości niż ta, na której odbyły się zawody. Też było gorąco, ale jednak trochę chłodniej niż w dniu startu. Dwa dni po biegu źle się czułam. Nie lepiej było po powrocie z Japonii, budziłam się w środku nocy. Coś w tym temacie nie poszło tak, jakbym chciała.

Czytaj też  Reprezentacja Polski U-20 w piłce nożnej wraca do Rzeszowa

Pandemia poskutkowała obostrzeniami. Dały się wam we znaki?
– Wioska olimpijska była otoczona metalowym ogrodzeniem, możliwości poruszania się były mocno ograniczone. W mieście na ulicach widziałam oddziały wojska i niewiele ludzi. Nie czuło się strachu, dyskomfortu, ale porządek był pilnowany.

Zgaduję, że o zwiedzaniu Tokio nie było mowy?
– Zobaczyłam tyle, co z okien autokaru, głównie wysokie mury, balustrady. Chciałam obejrzeć zabytkowe, drewniane budynki, ale zwykle były zasłonięte przez nowoczesne bloki i budowle. Sytuację w części ratowała koordynatorka z Polski, tłumaczka, która trochę nam opowiedziała o historii, kulturze Japonii.

Przywiozła pani z Tokio jakieś pamiątki?
– W wiosce były sklepiki dla sportowców, gdzie można było kupić jakieś drobiazgi.

Nie miała pani ochoty szarpnąć się na kimono?
– Chodziło mi to po głowie, ale ten ciuch sporo kosztuje. Tłumaczka powiedziała nam, że gdy jakaś kobieta źle ubierze kimono, to zdarza się, że starsze panie potrafią ją zatrzymać na ulicy i zwrócić uwagę, jak to powinno odpowiednio wyglądać. Widziałam na wystawie fajne, prawdziwe kimono, ślubne, zdobione żurawiami, ale okazało się nie do kupienia.

Za trzy lata igrzyska w Paryżu.
– I chciałabym tam wystartować. W Tokio zebrałam cenne doświadczenie i dobrze byłoby je wykorzystać.

Tomasz Ryzner

Subskrybuj Wątek
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Facebook