poniedziałek, 25 październikaWiadomości które się liczą
Shadow

Trzy pytania do… Elżbiety Łukacijewskiej, posła do Parlamentu Europejskiego z Podkarpacia

Zdecydowaną większością głosów (521 głosów za, 121 przeciw) europosłowie przegłosowali w środę rezolucję wzywającą do powiązania wypłat unijnych pieniędzy z praworządnością i przestrzegania zasad państwa prawa. Co to oznacza dla Polski?
– Zacznijmy od tego, że środki z UE, które trafiają między innymi do Polski pochodzą od europejskich podatników – czyli każdego z nas, dlatego w każdym kraju muszą funkcjonować  niezależne od władzy, obiektywne instytucje nadzoru i kontroli, aby reagować, gdy środki nie ma przejrzystego procesu przyznawania i wydatkowania unijnych funduszy. Polska na dzień dzisiejszy nie może tego zagwarantować.

Polska wniosła sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości kwestionującą legalność mechanizmu zawieszającego płatność funduszy budżetowych dla naruszającego praworządność państwa członkowskiego, ale skarga ta nie wstrzymuje jego stosowania. Między innymi z tego powodu nie ma uzgodnień zatwierdzenia przedstawionego przez rząd PiSu KPO, co nie powstrzymało PiS przed wydaniem 6 mln złotych na promocję pieniędzy, których jeszcze nie mamy.

Wspomniany mechanizm może zablokować zatwierdzenie i w konsekwencji wypłatę niektórych funduszy. Warto również wspomnieć, że wyniki głosowania z października, jak i stanowisko Komisji w tej sprawie, może stanowić podwaliny do dalszych kroków w kierunku większej  kontroli Państw Członkowskich nad praworządnością, przestrzeganiem zasad prawodawstwa Unii Europejskiej i przejrzystością wydawania środków.

Należy dodać, że poprzez lekceważenie europejskich standardów przez rząd PiS, Polska nie tylko straciła renomę i pozycję zarówno w Unii Europejskiej, jak również na arenie międzynarodowej. To też ma dla nas negatywne skutki, gdyż nikt nie liczy się z naszym zdaniem, jak miało to miejsce wcześniej, co spycha nas na dalszy plan, wrzucając do worka z innymi krajami, które nie przestrzegają praw człowieka i wolności słowa, takimi jak Węgry. Już teraz tracimy ważne umowy partnerskie i istotne fundusze dla regionów przez niechlubne „strefy wolne od ideologii LGBT”, które według Unii naruszają prawo UE dotyczące niedyskryminacji ze względu na orientację seksualną.

Ile możemy stracić z unijnych dotacji? I kto straci najwięcej?
– Spór jaki prowadzi Polski rząd z Brukselą o praworządność trwa już bardzo długo, bo ponad pięć lat. I to już nie są przelewki. Po pierwsze podważenie przez Polskę prymatu prawa unijnego nad krajowym może wstrzymać wypłatę 57 mld euro środków z Funduszu Odbudowy, jakie mają być przekazane Polsce w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Czyli stracimy fundusze, które są absolutnie kluczowe, aby odbudować gospodarkę po pandemii – a które PIS już dawno zaczęło rozdawać w swoich pełnych kłamstw ogólnopolskich kampaniach promocyjnych.

Czytaj też  Uwaga na e-maile od rzekomych ,,administratorów Portalu Podatkowego MF"

Jeżeli nie zawiesimy tzw. „ustawy kagańcowej” i nie powstrzymamy działania izby dyscyplinarnej, Komisja może zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości o nałożenie na Polskę kary nawet 100 tys. euro dziennie, a w przypadku gdy odmówimy jej zapłaty może ona zostać potrącona z budżetu przeznaczonego dla naszego kraju.

Kolejną kwestią jest utrata środków z funduszy spójności przez miasta i urzędy marszałkowskie tych województw, które przyjęły wspomnianą deklaracje przeciwko LGBT (już teraz Małopolski Urząd Marszałkowski nie będzie mógł wydać 1,5 mld euro a w planach jest także zawieszenie 400 mln euro na promocję regionu i turystykę). Mogłabym tak wyliczać i wyliczać.

Kto straci najwięcej? Fundusz Odbudowy przede wszystkim opiera się na założeniach Zielonego Ładu, czyli szerokorozumianej transformacji energetyczno-technologicznej. Bez tych środków Polska, której gospodarka oparta jest prawie wyłącznie na paliwach kopalnych nie będzie w stanie dogonić zachodu a ceny energii, już teraz bardzo wysokie, niewyobrażalnie wzrosną. To oznacza katastrofalną podwyżkę cen żywności i usług oraz utratę konkurencyjności polskiej gospodarki. Stracimy wszyscy.

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Co może w tej chwili zrobić polski rząd?
– Jedynym wyjściem z obecnej sytuacji jest zupełne odejście rządu od niszczenia praworządności w Polsce – co wydaje się nierealne widząc zaciętość i upór polityków PIS. Perspektywa nałożenia kar finansowych sprawia, że grają oni na czas. Uważam, że przede wszystkim potrzebny jest konstruktywny i realny dialog z Komisją Europejską i skupienie się na ratowaniu polskiej gospodarki, miejsc pracy i opracowywaniu perspektywicznych projektów na przyszłość a niekoniecznie kompromitujące działania skupione na walce z grupką koczujących w niehumanitarnych warunkach bezbronnych imigrantów.

Krajowy Plan Odbudowy jest pełen błędów i niedociągnięć. Jeżeli nawet Komisja Europejska zdecyduje się go zaopiniować – na pewno wiele trzeba będzie w nim poprawić, a to sprawi, że fundusze dotrą do nas – jeżeli w ogóle – z ogromnym opóźnieniem. Reasumując, to Polacy mogą zmienić działania rządu PiS poprzez kartę wyborczą i mocny sprzeciw w stosunku do działań, których celem może być chęć wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej.

Rozmawiała Małgorzata Froń

Subskrybuj Wątek
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Monika
Monika
1 miesiąc temu

No to dostana rolnicy po dupskach.

Wojtek
Wojtek
1 miesiąc temu
Odpowiedź do  Monika

Ty raczej też bo ceny żywności pójdą w góre,wiec nie ma się z czego cieszyć Ue to kolos na glinianych nogach właśnie to jest początek jej końca

Facebook