poniedziałek, 19 kwietniaWiadomości które się liczą

Boże, jaki pan jest do Maksymiuka podobny!

O kogo chodzi? O Jurka Lubasa, vel Maksymiuka.

Ma 67 lat. Dwa lata temu, po 45 latach pracy w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie postanowił udać się, jak sam mówi, na zasłużoną emeryturę. Jerzego Lubasa wiele osób kojarzy z tego, że oprócz licznych pasji, jest sobowtórem światowej sławy dyrygenta Jerzego Maksymiuka. Ale to tylko jedno z jego wielu wcieleń. Poznajmy też inne.

Jurek, jak Ci się żyje na emeryturze ? Ile to już lat na niej jesteś ?
Dwa lata. Zleciało, a nawet nie wiem kiedy. Na emeryturze jestem, ale pracuję nadal. Jak się ożeniłem z Teatrem w 1972 roku, tak do dzisiaj się z nim nie rozwiodłem i wciąż jesteśmy starym, dobrym małżeństwem (śmiech). Mam za dużo w sobie energii, żeby siedzieć jak przysłowiowy emeryt przed telewizorem, w filcowych pantoflach. Energię trzeba spożytkować, a gdzie to lepiej zrobić jak nie w teatrze, wśród równie zwariowanych i szalonych ludzi jak ja. Jak napisał mi kiedyś reżyser Robert Gliński w jednym z programów teatralnych – „Teatr jest chorobą, z której nie można się wyleczyć (…)”. Podzielam to w stu procentach – to choroba na całe życie!

Byłeś bardzo aktywny podczas pracy w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej. Człowiek orkiestra można powiedzieć. Nie brakuje Ci tego ?
Byłem i nadal jestem aktywny. Pomimo emerytury wciąż działam na pełnych obrotach. Każdy spektakl to nowe wyzwanie, a ja tylko wtedy czuję, że żyję, jak mogę pracować i widzieć późniejsze efekty tej pracy. Gdybym zwolnił, nie byłbym wtedy Jurkiem Lubasem. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Kompozytor Zbyszek Rymarz, w ramach podziękowania, napisał mi kiedyś: „Gdzie diabeł nie może, tam da radę Lubas! A kiedyś mówiło się, że pośle babę! Cóż, nie było wtedy Jurka Lubasa (…)”.

Przypomnij swoje teatralne role, filmowe, telewizyjne. Trochę się tego uzbierało.
Trochę już żyję na tym świecie, więc kilka epizodów mam na swoim koncie. Jeśli chodzi o Teatr, to rola Rejenta w „Panu Tadeuszu”, w „Słudze Dwóch Panów” śpiewałem „O Sole Mio”, występowałem też w przedstawieniu „Jan Maciej Karol Wścieklica”. Poza tym były jeszcze filmy: „Znaki szczególne”, „Popielec” „Alfa i Omega”. Ostatnio miałem też możliwość i przyjemność dyrygowania w akcji na pomoc lekarzom i szpitalom w walce z koronawirusem – hot16challenge2 realizowanym przez aktorów rzeszowskiej „Siemaszki”. Przypominając sobie dalsze epizody, nie sposób pominąć jednego z koncertów w rzeszowskiej Filharmonii, na którym wyszedłem, zamiast samego Maestra – Jerzego Maksymiuka, na finał VII symfonii Beethovena (to było na bis). Udało się, orkiestra zagrała, a moja mama nawet nie zauważyła, że na scenie stoi kopia Mistrza. Występowałem też w teledysku Alka Berkowicza „Korki”, kierując ruchem i dyrygując na jednym z rzeszowskich rond. To było dopiero wariactwo. Ludzie w samochodach nie wiedzieli co się dzieje, robili zdjęcia, uśmiechali się, a ja czułem się jak przysłowiowa „ryba w wodzie”. Powstał z tego nawet odrębny, krótki filmik dostępny na kanale YouTube „Jerzy – dyżurny ruchu w Rzeszowie”. Znajomy proponował mi wyjazd za granicę i kierowanie ruchem na paru rondach, ponieważ sygnalizacja nie daje rady (śmiech). W rolę dyrygenta wcieliłem się również w teledysku grupy Novak do piosenki „Ja to mam dobre” w reżyserii Kuby Wojewódzkiego. Zagrałem w teledysku Roberta Bzyku Bąka „Małolata z innego świata” (Alvaro Soler Sofia po rzeszowsku). Brałem udział w kilku reklamach: okien Inwest-Profil, marki SONY, Samolotu Mewa z Mielca (na targi w Paryżu), Restauracji Bohema. Z sobowtórami występowaliśmy w Familiadzie, w Rozmowach w Toku oraz wielu programach telewizyjnych. Jestem trzykrotnym zdobywcą tytułu „Sobowtóra Roku” w ogólnopolskich wyborach. Powiem szczerze, że nawet nie wiedziałem, że tego się już tyle nazbierało.

A jak tam sprawa z Jerzym Maksymiukiem. Dalej jesteś przecież Jego sobowtórem. Działasz w tej materii.
Oczywiście, nadal jestem jego Sobowtórem. W tej materii nic się nie zmieniło. Utrzymujemy ze sobą kontakt.

Mieszkasz nadal w bloku na 10 piętrze na osiedlu Nowe Miasto ? Kiedyś powiedziałeś, że to bardzo dobra miejscówka. Coś się chyba zmieniło w tej sprawie.
Nadal mieszkam na 10 piętrze na Nowym Mieście. Wszędzie mam blisko i przede wszystkim świetne widoki. Oprócz tego mam też swój ogród, który w żartach nazywam „Ranczem”. Na emeryturze odkryłem pasje do ogrodnictwa. Każdą roślinkę pielęgnuję, rozmawiam z drzewami. Żona się śmieje, że ogród jest ważniejszy od niej samej. Oprócz tego uwielbiam też gotować, nie tylko w bloku, ale i na ogrodzie. Odkąd wybudowałem grilo-wędzarnie z piecem chlebowym i kuchnią węglową, to nie ma nic lepszego niż ugotowany pod chmurką obiad, czy zrobione przez moje dziewczyny (żonę i córki) proziaki lub pizza.

Żona nadal ta sama?
Ta sama, ta sama. Bez mojej Ani, to ani ani. Wciąż się zastanawiam, jak ona ze mną wytrzymuje. Nie wiem czy sam bym ze sobą wytrzymał (śmiech). Przynajmniej się nie nudzimy, bo ze mną nie można zwolnić tempa. Z żywymi do przodu! Nieraz się śmieje, że życia mi zabraknie na realizację wszystkich planów. Gdyby tylko można się było sklonować, chętnie bym to zrobił.

Dzieci poszły w świat?
Dzieci już dorosłe, mają swoje rodziny. Pomimo tego mamy ze sobą bardzo dobry kontakt, a wnuki nie mogą się doczekać kiedy przyjadą do dziadków.

Co Twoim zdaniem w życiu jest najważniejsze? Kariera, miłość, a może jeszcze coś innego?
Najważniejsze jest przede wszystkim zdrowie. Bez niego nie ma niczego. A w dalszej kolejności rodzina, miłość i przede wszystkim pasja. Człowiek musi mieć jakiś cel do którego dąży, musi wciąż się rozwijać i iść do przodu. Nie ma co narzekać, przeszkody zawsze były i będą. Grunt to się o nie nie potykać i iść do przodu. AMEN!!

Subskrybuj Wątek
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze